Archiwum miesięczne: Październik 2012

IDEA

Celem opieki medycznej w trakcie ciąży, porodu i połogu jest osiągnięcie dobrego stanu zdrowia matki i dziecka, przy możliwie jak najniższym poziomie interwencji medycznej z uwzględnieniem zasad bezpieczeństwa. Bezpieczeństwo oznacza, że opieka opiera się na praktykach, których skuteczność została udowodniona, co zapewnia zminimalizowanie ryzyka i błędów i zapewnia wsparcie dla fizjologicznego przebiegu porodu. Ingerencja w naturalny proces porodu wiąże się z medycznie uzasadnioną przesłanką – ciążą i poród przestają spełniać kryteria ciąży i porodu fizjologicznego*.

*Rozporządzenie Ministra Zdrowia, określające procedury postępowania w opiece nad kobietą i dzieckiem podczas ciąży fizjologicznej, fizjologicznego porodu, połogu oraz opieki nad noworodkiem (Dziennik Ustaw Nr 187 z dn. 7.10.2010 poz. 1259).

***

Dom Narodzin jest to miejsce poza szpitalne samodzielnie prowadzone przez zespół położnych. Jest to Centrum Edukacyjno-Położnicze, gdzie kobieta zgłasza się na początku ciąży, wybiera swoja położną, prowadzi ciążę, chodzi do szkoły rodzenia, przychodzi
na indywidualne konsultacje, rodzi swoje dziecko, oraz jest pod opieką w okresie połogu. Do Domu Narodzin zgłaszają się kobiety w fizjologicznej ciąży.

***

Poród w Domu Narodzin jest porodem naturalnym, bez żadnych ingerencji medycznych  opartym  na  fizjologicznym rytmie porodu, indywidualnym dla każdej rodzącej. Kobiety rodząc w Domu Narodzin same kreują swój plan porodowy a potem rytm i czas porodu. Kwalifikacja do porodu odbywa się na podstawie zasad opracowanych przez zespół położnych, specjalistów położników, neonatologów, psychologów, fizykoterapeutów współpracujących z tym miejscem. Położne współpracują z najbliższym szpitalem do którego mogą skierować podopieczną na badania lub konsultacje, gdy podejrzewają nieprawidłowości. Mogą także towarzyszyć swojej podopiecznej przy porodzie, pomimo, że nie są zatrudnione w danym szpitalu.

Wzorując się na pomyśle Domu Narodzin, w takich krajach jak Holandia, Szwecja, Anglia, Niemcy, powstały  przyszpitalne oddziały,  prowadzone samodzielnie przez położne. Wnętrze domu narodzin często przypomina dom, pokoje są przytulnie urządzone, wyposażone w pomocne przy porodzie sprzęty. W takim wnętrzu kobieta czuje się bezpiecznie, jak u siebie  w domu, może rodzić zgodnie ze swoim instynktem, nic nie zakłóca przebiegu porodu i nie przeszkadza w jej aktywności.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • LinkedIn
  • Reddit
  • Live
  • Gadu-Gadu Live
  • Wykop
  • Śledzik
  • email
  • Drukuj
  • Ulubione

Permalink do tego artykułu: http://domnarodzin.pl/2-przyszpitalny-dom-narodzin/idea/

PRZYSZPITALNY DOM NARODZIN

Przyszpitalny Dom Narodzin to miejsce, w którym położne samodzielnie sprawują opiekę nad kobietą w fizjologicznej ciąży, w naturalnym porodzie oraz w prawidłowo przebiegającym okresie poporodowym.

To alternatywa dla rodziców, którzy bardzo chcą rodzić naturalnie ale z różnych powodów nie decydują się na poród w domu, bo np. boją się o bezpieczeństwo porodu, nie mają warunków lokalowych lub też  mieszkają zbyt daleko od szpitala.

***

Szpital przestał być jedyną opcją planowanego przyjścia dziecka na świat. Świadomy poród w domu pod opieką wykwalifikowanych położnych przy zachowaniu maksymalnego bezpieczeństwa jakie można stworzyć przy fizjologicznym, naturalnym porodzie ciągle budzi zainteresowanie sporej, rosnącej grupy kobiet. Opcją doskonale łączącą te dwa odrębne światy położnicze, jakim jest szpital i dom, wydaje się być tworzenie przyszpitalnych Domów Narodzin. Umożliwia to prowadzenie porodu w sposób naturalny, w warunkach medycznego bezpieczeństwa. Odpowiedzią na potrzeby kobiet jest Przyszpitalny Dom Narodzin – na terenie Szpitala Specjalistycznego św. Zofii w Warszawie.

DSC_1869-3

Położne Przyszpitalnego Domu Narodzin

***

Jak wygląda poród w Przyszpitalnym Domu Narodzin?

Opieka w Domu Narodzin jest prowadzona samodzielnie przez położne, które wspomagając kobiety i wzmacniając ich zaufanie do własnego ciała  pomagają  przeżyć  narodziny dziecka według własnych wyobrażeń podejmując świadome decyzje.

Poród w Domu Narodzin prowadzonym przez położne jest z założenia porodem naturalnym,
bez istotnych ingerencji medycznych (np. profilaktycznego wkłucia dożylnego, farmakologicznej indukcji i stymulacji porodu). Nie stosuje się też rutynowego nacięcia krocza. Tempo porodu oparte jest na indywidualnych predyspozycjach organizmu kobiety, budowy miednicy, fizjologii i instynkcie rodzącej.  Rodząca korzysta z niefarmakologicznych metod łagodzenia bólu: immersji wodnej, masażu, akupresury, zimnych i ciepłych okładów, wyboru pozycji porodowej. Po urodzeniu dziecko pozostaje z mamą w niezakłóconym kontakcie „skóra do skóry” dając jej szansę na nawiązanie więzi z własnym dzieckiem. Oboje mogą się sobą nacieszyć i poznawać w nowych warunkach. Gdy dziecko leży na brzuchu matki położna dokonuje oceny noworodka według skali Apgar.Położne opiekują się Matką i jej dzieckiem aż do momentu wypisu ze Szpitala. Każdy noworodek badany jest przez lekarza pediatrę w pierwszych godzinach życia i wypisywany do domu z zaleceniami lekarskimi.

***

Jakie pacjentki mogą zostać zakwalifikowane do porodu w Domu Narodzin?

Do porodu w Domu Narodzin zapraszamy wyłącznie panie w ciąży niskiego ryzyka, zakwalifikowane przez lekarza położnika w trakcie wizyty konsultacyjnej. Obowiązuje odbycie wizyty u położnej pracującej w Domu Narodzin, oraz dla pierwszy raz rodzących przygotowanie do porodu w szkole rodzenia lub na spotkaniach indywidualnych. Czynnikami mogącymi zdyskwalifikować pacjentkę do porodu w Domu Narodzin są m.in.  wcześniejsze choroby, obciążony wywiad ginekologiczno-położniczy, komplikacje
w przebiegu obecnej ciąży. Czynniki te są identyfikowane i omawiane z ciężarną podczas wizyty kwalifikacyjnej do porodu.

***

Jakie położne przyjmują porody w Domu Narodzin?

Położna jest przewodnikiem, osobą wspierającą i motywującą kobietę rodzącą do wsłuchania się we własny mechanizm porodowy. Pomaga przejść przez poród stosując proste, naturalne metody, które często pozwalają uniknąć medycznej interwencji. Położne znają i mają wiarę w fizjologię porodu, szanują jego indywidualne tempo, wspomagając jego naturalny przebieg. Położne oprócz dużego doświadczenia zawodowego są otwarte na oczekiwania kobiet, rozpoznają i rozumieją „mowę ciała” kobiety rodzącej, towarzyszą jej w porodzie a nie zarządzają nim. Potrafią samodzielnie opiekować się matka i dzieckiem, chcą pracować
w takim miejscu, nie boją się odpowiedzialności, ciągle kształcą się i podnoszą kwalifikacje.

***

Jak wyposażony jest Dom Narodzin

Dom Narodzin jest przystosowany i wyposażony do sprawowania opieki nad kobietami
w ciąży niskiego ryzyka i porodami fizjologicznymi, ale również przygotowany do udzielenia doraźnej, pilnej pomocy medycznej. Łóżko, wanna, drabinki, materac, piłka, worek sako, tens, stołek porodowy, łóżeczko dla noworodka to wyposażenie każdego pokoju do porodu. Staramy się stworzyć miłe, przyjazne otoczenie przypominające warunki domowe.  Stąd też wygodny fotel dla taty. Znajduje się tu także kardiotokograf (KTG), przenośny detektor tętna płodu (UDT), kącik noworodkowy wyposażony w urządzenia potrzebne do udzielenia pomocy noworodkowi – jeśli taka niespodziewana konieczność zaistnieje.

***

W jaki sposób zapewnia się Pacjentce bezpieczeństwo w przypadku nagłego powikłania porodu?

Położne pracujące w tym miejscu to bardzo doświadczone osoby z wyższym wykształceniem, z wieloletnim stażem pracy, regularnie szkolone w rozpoznawaniu nieprawidłowych sytuacji i szybkim działaniu. Obowiązuje zasada, że w przypadku jakichkolwiek wątpliwości decyzję o dalszym postępowaniu z rodzącą/położnicą i jej dzieckiem podejmuje się wspólnie z zespołem lekarskim dyżurującym w Szpitalu. Z Domu Narodzin można w ciągu 30 sekund przetransportować pacjentkę np. na salę operacyjną lub jej dziecko na Oddział Wcześniaków i Patologii Noworodka. Ponadto w każdym momencie porodu rodząca może zrezygnować z pobytu w Domu Narodzin i przenieść się do tradycyjnego Bloku Porodowego.

***

Współpraca z personelem lekarskim

W przypadku konieczności ingerencji medycznej lub gdy rodząca wyraża takie życzenie dalsza część porodu może być prowadzona we współpracy z zespołem lekarskim. W Szpitalu św. Zofii, na dyżurze obecnych jest 5 lekarzy – 3 położników, neonatolog i anestezjolog.

***

Czy porody w Przyszpitalnym Domu Narodzin będą odpłatne?

Porody odbywające się w Przyszpitalnych Domu Narodzin będą finansowane w ramach podsiadanego przez Szpital kontraktu z NFZ.

***

GALERIA ZDJĘĆ POKOI PORODOWYCH

LONDYN

 PARYŻ

  RZYM

***

Relacja z porodu pacjentki Domu Narodzin w Szpitalu przy Żelaznej

O tym, ze nie będę rodzic w szpitalu wiedziałam już zanim zaszłam w ciążę. Warszawski Dom Narodzin wydawał się odpowiednim miejscem do tego, aby w warunkach naturalnych urodzić dziecko.

Chciałam urodzić w pełni naturalnie, w domowych warunkach, bez asysty lekarza a jedynie z zaufaną położną, bez oksytocyny, która przyspiesza poród w momencie, gdy organizm nie jest jeszcze na to gotowy, bez znieczuleń i rutynowego nacięcia krocza. Absolutnie naturalnie.

Poród zaczął się niestandardowo, od odejścia części wód płodowych. Właściwie nie odeszły, tylko w nocy, z soboty na niedziele 24.03 zaczęły się sączyć. Tak to jest, że jak wody zaczną się sączyć, to dziecko powinno urodzić się w przeciągu 24 godzin. Byłam więc dość ograniczona czasowo, a skurcze wcale się nie pojawiały.

Położna, która zgodziła się uczestniczyć w naszym porodzie, Kasia Grzybowska (zawodowo genialna położna, prywatnie niezwykle sympatyczna i ciepła osoba) zaleciła, aby na spokojnie przyjechać do szpitala świętej Zofii koło południa. Tak też zrobiliśmy, a w międzyczasie zdążyła do nas dojechać moja dobra koleżanka Helena, która jest doulą i która również miała uczestniczyć w tym wydarzeniu.

1Na izbie przyjęć przeszłam wszelkie niezbędne badania, których wynik pozwolił mi się zakwalifikować do porodu w domu narodzin (morfologia, KTG, badanie czystości wód płodowych). Kiedy już otrzymałam pozwolenie na poród w wybranym miejscu, przyjechała Kasia i razem udaliśmy się do Domu Narodzin.

Rodziłam w pokoju, który nazywa się Rzym – jego wystrój nawiązuje do tego miasta. Był to spory, przytulny i ciepły pokój, z dużym łóżkiem, szafami, łóżeczkiem dla dziecka, workiem sako, piłką, drabinką i wielką wanną oraz oddzielną, przestronną toaletą. To wszystko pozwoliło mi poczuć się niezwykle pewnie przed tym jakże trudnym wydarzeniem.

Poród rozkręcał się dość wolno, ale wszystko szło po naszej myśli. Aby organizm sam wyprodukował hormon, który odpowiedzialny jest za skurcze macicy, Helena wraz z moim mężem robili mi masaże, uciskając odpowiednie punkty na ciele. W międzyczasie chodziłam, bujałam sie na piłce, kucałam przy drabinkach, jednym słowem robiłam to na co miałam ochotę. Piłam także wodę, jadłam migdały i żułam dużo gumy miętowej, ponieważ rozluźnione szczęki powodują także rozluźnienie mięśni macicy ( to absolutna prawda!!!).

Co godzinkę wpadała do naszego pokoju położna Kasia żeby specjalnym aparacikiem, który na chwile przykładała do mojego brzucha sprawdzić, jak ma się dziecko oraz aby ocenić postęp porodu. Za każdym razem postęp był co dodawało mi jeszcze więcej pewności, że jestem w stanie urodzić absolutnie sama, bez tych całych „szpitalnych atrakcji”.

W pewnym momencie, gdy skurcze były już dość silne poczułam, że chcę wejść do wanny. Mąż napuścił mi letniej wody i był za mną tak, że mogłam się o niego swobodnie oprzeć. Helena poszła po Kasię bo wiedziałam, że finał jest już blisko. Jednym z największych celów mojego porodu było urodzić bez nacięcia krocza (jakże bolesnego w gojeniu). Skurcze parte były bardzo bolesne, uczucie „rozrywania ciała na kawałki” bez nacięcia jest niestety większe, ale opłacało się – po kilku minutach dziecko urodziło się bez problemu, a ja jedynie miałam malutkie pęknięcie, którego w ogóle nie czułam.
3O 22:50 Pola urodziła się do wody a następnie od razu trafiła w moje ręce. To niesamowite, ale to prawda co piszą w mądrych książkach o porodzie – dziecko „dobrze urodzone” nie płacze!!! Pola jedynie lekko odezwała się dając znać, że żyje, a następnie w absolutnej ciszy leżała grzecznie w moich ramionach. Poleżałyśmy tak chwile obie w tej wannie, a następnie przeniosłyśmy się do łóżka. Kasia zbadała mnie, założyła malutki szew, którego w ogóle nie czułam, pomogła urodzić łożysko, które szczęśliwie wyszło w całości. W tym czasie ja cały czas trzymałam małą, była ze mną, mogłam ją sobie dokładnie obejrzeć, nakarmić, a ona mogła czuć moje ciało. Dopiero po 2 godzinach bezpośredniego kontaktu Kasia wzięła małą do ważenia i mierzenia – to były jedyne badania na ten moment. Później została ubrana, ja się wykąpałam i koło godziny 1 w nocy zostaliśmy w pokoju zupełnie sami – My i nasze nowiuśkie, dwugodzinne dziecko.

Wyszliśmy z Domu Narodzin następnego dnia po południu, w 17 godzinie życia Poli. Szkoda mi było bardzo opuszczać mury tego magicznego miejsca, ale cieszyłam się, że mogę od razu po porodzie wyjść do domu.

Teraz, kiedy to piszę, Pola ma 7 dni i śpi sobie grzecznie w chuście na moim brzuchu. Jak przystało na  ”dobrze urodzoną” prawie w ogóle nie płacze, jest niezwykle grzecznym dzieckiem (przynajmniej na razie). Nie wiem na ile to prawda co przeczytałam w jednej książce – że dobry poród wpływa na całe życie dziecka, ale jeśli tak, to Pola nie mogła mieć lepszego startu po tej stronie brzucha. I tylko mi szkoda że jej starsza siostra nie miała takiej możliwości.

Polecam Dom Narodzin wszystkim, którzy chcą urodzić w pełni naturalnie, którzy chcą aby ich dziecko mogło w swoim rytmie i bez szpitalnego przyspieszania przyjść na świat. I dziękuję Ci Kasiu za magiczny poród. Nigdy nie pomyślałam, że może to być tak pozytywnie silne przeżycie !!!!!!!!

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • LinkedIn
  • Reddit
  • Live
  • Gadu-Gadu Live
  • Wykop
  • Śledzik
  • email
  • Drukuj
  • Ulubione

Permalink do tego artykułu: http://domnarodzin.pl/2-przyszpitalny-dom-narodzin/przyszpitalny-dom-narodzin/

DANE STATYSTYCZNE

Dom Narodzin w Polsce

Jedyny w Polsce Dom Narodzin funkcjonował w latach 2006-2008 w Warszawie, na Mokotowie. Prowadziła go położna Katarzyna Grzybowska, z którą współpracowało 20 położnych. W tym okresie chęć odbycia porodu zgłosiło 250 kobiet, z czego 150 zostało zakwalifikowanych. Tylko 5 rodzących zostało przewiezionych do szpitala na kontynuowanie porodu z powodu powikłań.

***

 

Katarzyna Grzybowska – zawód położnej wykonuje od 1989 roku. Na początku pracy zawodowej związana z Szpitalem Klinicznym   Nr 2 Księżnej Anny Mazowieckiej przy ulicy Karowej. Od początku lat 90 związana ze zmianami powstającymi w polskim położnictwie, propagatorka porodu naturalnego i praw kobiet do wyboru miejsca porodu. Edukatorka i  instruktorka szkoły rodzenia. Na stałe współpracuje z  Fundacją Rodzić po Ludzku między innymi jako współorganizatorka Akcji Rodzić po ludzku. W 1996 roku położna koordynująca w bloku porodowym w Wołominie, organizatorka sali do porodu w wodzie. Współpracuje z samodzielną praktyką położniczą w Hanowerze, Holandii gdzie odbyła staże w Domu Narodzin i przy porodach w domu. Razem z zespołem samodzielnych położnych stworzyła Model opieki okołoporodowej w praktyce poza szpitalnej. Przyjmuje porody w domu. Aktywnie działająca
w Stowarzyszeniu położnych i rodziców „Dobrze Urodzeni”. Założycielka i właścicielka pierwszego w Polsce Domu Narodzin. W chwili obecnej związana ze Szpitalem Św. Zofii -pracuje w  Bloku Porodowym.

Wraz z grupą położnych zainicjowała i przygotowała projekt „Zielonej linii” oraz projekt oddziału porodów naturalnych samodzielnie prowadzony przez położne w Szpitalu Św. Zofii.

„Położnictwo to misja i wyzwanie ,bo kiedy  rodzi się dziecko cały wszechświat musi się zatrzymać, aby zrobić mu miejsce”  – Ina May Gaskin.

***

Domy Narodzin i porody domowe w Holandii

W Holandii około 30% porodów przyjmowanych jest w domu. Z Domów Narodzin korzysta 10% Holenderek. Według danych za 2007 rok 77% kobiet w ciąży zgłasza się do położnej pierwszego kontaktu a tylko 23% trafia pod opiekę lekarza ginekologa. 30% kobiet, które prowadzą ciążę u położnej trafia pod opiekę lekarza z powodu niefizjologicznego przebiegu ciąży.

Ciekawostki

  • Na Mazowszu największą grupę zdecydowaną na poród domowy stanowią pacjentki w przedziale wieku 31-36 lat – 44%
  • W Wielkopolsce 74% stanowią pacjentki w przedziale 26-30 lat
  • Nie odnotowano porodu w domu pacjentki w wieku poniżej 20 i powyżej 40 roku życia
  • Tylko w 2% przypadków zastosowano nacięcie krocza
  • Najchętniej kobiety wybierały klęk podparty lub stołek porodowy jako finalną pozycję porodu
  • Odnotowano 4 porody lotosowe
Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • LinkedIn
  • Reddit
  • Live
  • Gadu-Gadu Live
  • Wykop
  • Śledzik
  • email
  • Drukuj
  • Ulubione

Permalink do tego artykułu: http://domnarodzin.pl/2-przyszpitalny-dom-narodzin/dane-statystyczne/

AKTUALNOŚCI

  • PostImageSERDECZNIE ZAPRASZAMY NA NASZ FUNPAGE NA FB-ku…  CIEKAWE ARTYKUŁY, AKTUALNOŚCI, NOWINKI… https://www.facebook.com/pages/Centrum-Dom-Narodzin/1551020118444008

    —————————————————————————————————————————
  • UWAGA!!!   Informujemy, że z uwagi na duże zainteresowanie naszymi kursami,
    wa
    runkiem uczestnictwa w zajęciach Szkoły Rodzenia jest potwierdzenie zgłoszenia na 7 dni przed rozpoczęciem kursu.
    Brak potwierdzenia wcześniejszego zgłoszenia, traktujemy jako rezygnację z zajęć i na Państwa miejsce
    przyjmujemy osobę z listy rezerwowej.

  • Z uwagi na nasze starania, by każdemu z uczestników kursu zapewnić komfort w czasie zajęć, ‚odrabianie’ z kolejną grupą opuszczonych zajęć refundowanych, jest niemożliwe. Zajęcia dodatkowe można odrabiać, gdyż są mniej liczne grupy.
  • By zapisać się na kurs szkoły rodzenia, wystarczy napisać maila na podany na stronie adres e-mail zajecia@domnarodzin.pl , podać swoje imię i nazwisko (zgodne z tym w dowodzie osobistym), datę planowanego terminu porodu, aktualny numer telefonu kontaktowego, oraz informację czy spełniacie Państwo warunki refundacji.
    Jeśli nie interesuje Państwa refundacja kursu – prosimy o wpłacenie kwoty 500PLN  na pierwszych zajęciach Szkoły Rodzenia.
    Nie wymagamy od Pań zaświadczeń o stanie zdrowia.
  • By było Państwu wygodniej, za kursy szkoły rodzenia, warsztaty i szkolenia, wprowadziliśmy płatność gotówką.
    ——————————————————————————————————————————
  • SZKOŁA RODZENIA – zapisy na rok 2017 –  Info z zakładce „Szkoła Rodzenia”
  • NAJBLIŻSZE WOLNE MIEJSCA:
    Grupa 10.o1-7.o2 – 5 miejsc
    Grupa 12.o1-9.o2 – 8 miejsc


  • WEEKENDOWA SZKOŁA RODZENIA10-11.12 – 2 miejsca
    Warunkiem zapisu jest wpłata zaliczki 200pln na konto szkoły.
    Zadatek nie podlega zwrotowi.
    Pozostałą część należności należy uregulować w dniu szkolenia.
    Sobota i niedziela – 2 x po 4h zajęć,
    1. Poród – sobota
    2. TENS + rola osoby towarzyszącej + poród aktywnie – sobota
    3. Pielęgnacja Noworodka – niedziela
    4. Laktacja – niedziela.
    Więcej informacji w zakładce ‚Weekendowa Szkoła Rodzenia’ w bocznym Menu
  • SZKOŁA RODZENIA PO ANGIELSKU – ‚One Day’
    Wychodząc naprzeciw Państwa sugestiom, zmieniliśmy formułę Szkoły Rodzenia po Angielsku.
    Teraz będziecie Państwo mogli zdobyć wszystkie niezbędne informacje z zakresu porodu, połogu, pielęgnacji nad noworodkiem i laktacji, w trakcie 1 dnia – Info w zakładce „Antenatal Classes in English – one day” w bocznym Menu

  • TENS (niefarmakologiczna metoda łagodzenia bólu w porodzie) dla wszystkich chętnych, również spoza naszej Szkoły Rodzenia – 14.12
    Informacje w zakładce ‚WARSZTATY’.
    Zgłoszenia na adres :
    tens@domnarodzin.pl
  • Zapraszamy na zajęcia warsztatowe (info w bocznym menu)
     
    – Pierwsza pomoc przedmedyczna niemowląt i dzieci13.12 i 16.12
     – Poród oczami mężczyzny – Jak praktycznie pomóc, elementy masażu i masaż anty-kolkowy noworodka – 3.12
     
    – Rozwój dziecka od 0 do 3 roku życia – 25.o2
  • NOWOŚCI !!!!
    – Chustowanie (w przygotowaniu)
    – Fitness dla ciężarnych (w przygotowaniu)
    – Joga dla ciężarnych (w przygotowaniu)
    – Taniec brzucha (w przygotowaniu)
  • UWAGA ZNIŻKI!!
    Zaświadczenia o ukończeniu kursów Szkoły Rodzenia i Weekendowej Szkoły Rodzenia uprawniają do zniżek:
    10% – na badanie USG w Przychodni Specjalistycznej Św.Zofii
    50% – dla drugiego rodzica w kursie „Pierwsza pomoc u dziecka”
    50% – dla drugiego rodzica w kursie „Masaż niemowląt metodą Shantala”
  •  OFERTA PROMOCYJNA na MASAŻ!!!
    3 w cenie 2 – dla uczestników naszej Szkoły Rodzenia – Zapraszamy!
    ———————————————————————————————————-
  • W Szpitalu Św. Zofii działa  pierwszy w Polsce Oddział Porodów Naturalnych – Przyszpitalny Dom Narodzin, prowadzony przez położne www.szpitalzelazna
    —————————————————————————————————
  • Nasza Szkoła Rodzenia spełnia warunki akredytacji Centrum Żelazna i otrzymała Certyfikat Stowarzyszenia „Dobrze Urodzeni”.img_6877cert-dobrze-ur

 

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • LinkedIn
  • Reddit
  • Live
  • Gadu-Gadu Live
  • Wykop
  • Śledzik
  • email
  • Drukuj
  • Ulubione

Permalink do tego artykułu: http://domnarodzin.pl/aktualnosci/aktualnosci/

NASZE DZIECI

Przedstawiamy wspomnienia klientów Domu Narodzin na warszawskim Mokotowie w latach 2006-2009:

dscf0415a_400

Jagódka

„Dobrze nam było oswajać to przeżycie w intymności – w domowych warunkach. Dzięki temu łatwiej było nam zmierzyć się z tym wyzwaniem. Rodziliśmy we dwójkę z mężem, cały czas będąc wspierani przez naszą położną. Tak więc mój mąż nie był tylko świadkiem narodzin – aktywnie w nich uczestniczył, mając bardzo dużo do zrobienia. Najpiękniejsze było to, że tuż po urodzeniu mogliśmy nacieszyć się naszą córeczką – mogła się nam poprzyglądać i do nas poprzytulać. To była taka „święta godzina”, o jakiej przed narodzinami marzyliśmy. Jagódce musiało się to chyba bardzo podobać – płakać zaczęła dopiero, gdy przyszedł czas ubierania… A potem mieliśmy cały dzień dla siebie – ucząc się pielęgnować malucha pod czujnym okiem opiekującej się nami położnej, odpoczywając i pałaszując ciasto upieczone przez Renatę, którym uczczone zostało pierwsze dziecko urodzone w Domu Narodzin.”

Marta Dziubińska -Witkiewicz i Dominik Witkiewicz


 

adam_florjanowiczbachut_400

Adaś

„Nasze pierwsze spotkanie z Domem Narodzin wspominamy bardzo miło. Oto po wielu poszukiwaniach znaleźliśmy spokojne, bezpieczne miejsce gdzie mogliśmy urodzić nasze dziecko. Miejsce, w którym panuje domowa atmosfera i brak jest „szpitalnej sterylności”. Przygotowując nas do porodu, nasza położna Kasia cierpliwie odpowiadała na tysiące naszych pytań i dała nam poczucie, że poród to czas szczególny, czas tylko dla nas. Mogliśmy więc rodzić nasze dziecko razem, w wybranej przez nas pozycji i w poczuciu poszanowania naszej intymności. Słuchaliśmy naszej ulubionej muzyki i tańczyliśmy. I mimo, że ze względu na  komplikacje, poród zakończył się w szpitalu, Kasia cały czas była z nami i pomogła nam przejść przez tą trudną sytuację. Odwiedzała nas w szpitalu i wspierała. Dzięki tej wspaniałej opiece mamy piękne wspomnienia.”

Justyna i Przemek Florjanowicz-Błachut


 

tymek3_400
Tymek
„Strasznie nie chciałam iść do szpitala… Sytuacja też była dość nietypowa, ponieważ ja mam 17, a Karol(tata) 18 lat. Moja mama jest położną i przyjmuje porody domowe, ale uznałam, że mieszkając w bloku, będę się krępowała obecnością sąsiadów. Kiedy mama powiedziała o ewentualnym porodzie w Domu Narodzin, to bardzo się zapaliłam do tego pomysłu. Całą ciążę robiłam wszystko, żeby móc tam urodzić. W końcu wsiedliśmy w pociąg i rozpoczęła się nasza podróż ze Śląska do stolicy. Dom narodzin okazał się być nawet lepszy niż sobie wyobrażaliśmy. Wnętrze było bardzo przytulne i zupełnie nie szpitalne. Kiedy zaczął się poród było zupełnie spokojnie, a my byliśmy razem, co w szpitalu raczej nie byłoby możliwe. Sam poród był piękny, jak najbardziej naturalny i nikt do niczego nas nie zmuszał. Jak tylko nasz synek przyszedł na świat, dostałam go na brzuszek i mieliśmy go już cały czas dla siebie. Sami go myliśmy, ubieraliśmy, ważyliśmy i nikt nam go nie zabierał. Było to dla nas bardzo ważne. Pani Urszula upiekła nam pyszne ciasto. Nigdy nie zapomnimy tej atmosfery i ciepła, w jakich mogliśmy spędzić te wyjątkowe dni. Jesteśmy bardzo wdzięczni naszej położnej – pani Kasi Grzybowskiej, pani Urszuli Kubickiej-Kraszyńskiej, pani Marcie Kaczyńskiej i pani Gosi Czarnieckiej.”

Agata Oleś i Karol Marekwia


 

franek_400

Franek

„Z Domem Narodzin zetknęliśmy się na długo przed porodem. Przede wszystkim w osobie Kasi, która nas dwoje jako rodziców oraz naszego synka otoczyła troskliwą opieką. Przede wszystkim poprzez rozmowę, porady, potrzebne kontakty, spokój, którym emanuje. Samo miejsce jest ciche, ciepłe, przytulne, ale nie ono najbardziej nas przekonało. Najważniejsze było podejście do porodu – zawierzenie naturze, szacunek dla mądrości, którą ma ciało rodzącej kobiety, dyskretne sposoby wspierania porodu fizjologicznego. Mieliśmy wrażenie, że w takich warunkach przeżyjemy poród – moment przyjścia na świat naszego syna – jako rytuał przejścia, wydarzenie otwierające nowy etap naszego życia. Kilka tygodni przed rozwiązaniem okazało się, że konieczne będzie cesarskie cięcie, więc powitaliśmy Franka w całkiem innym kontekście. Jednak kontakt z Domem Narodzin pozostanie dla nas ważnym doświadczeniem, które pomogło nam przygotować się do bycia rodzicami.”

Joanna Kantor-Martynuska i Mikołaj Martynuska


 

marysia_17022007_2_400

Marysia

„Od samego początku ciąży wiedziałam, że chce rodzić drogami natury i że ma to być poród w wodzie. Szukałam takiego miejsca w Warszawie, ale okazało się, że tak naprawdę żaden szpital nie jest w stanie spełnić moich oczekiwań. Na szczęście w Gazecie Wyborczej ukazał się artykuł informujący o powstaniu Domu Narodzin. Z opisu wynikało, że miejsce to pasuje do moich oczekiwań. No może z wyjątkiem jednego, nie był to szpital a ja nigdy wcześniej nie podejrzewałam, że będę rodzić w prywatnym „domu”. Po rozmowach z mężem postanowiliśmy poznać to miejsce. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Mały, kameralny dom, w którym wszystko sprzyjało kobiecie i stwarzało atmosferę przyjazną porodowi. Poznałam też położne, które założyły to miejsce i już wiedziałam, że tu będę rodzić. Od samego początku prowadziła nas nieoceniona Kasia Grzybowska. Byłyśmy razem w szkole rodzenia, która prowadzona jest w Domu Narodzin. Spotykałyśmy się też na indywidualnych konsultacjach. No i co ważne, Kasia była zawsze dostępna na telefon. Było to niezmiernie przydatne, zwłaszcza w ostatnich dniach ciąży, kiedy okazało się jednak z przyczyn medycznych powinnam rodzić w szpitalu. Na szczęście Kasia była ze mną i duchem, podczas tych kilku ostatnich, niepewnych dni, i ciałem podczas porodu, mimo że rodziłam w wieczór wigilijny. Dzięki niej mój trudny i długi poród, wspominam bardzo dobrze. Mogłam rodzić w pozycji wybranej przez siebie, aktywnie i zgodnie z tym co podpowiadało mi moje ciało. Do dziś się dziwię jak tak drobna i krucha osoba mogła mnie utrzymać, pomagając mi znaleźć najlepszą dla mnie pozycję. Bardzo Ci dziękujemy Kasiu!”

Barbara Szczepańska i Jarosław Skrok


 

kamila2_400

Kamilka

Po 16-u latach postanowiliśmy po raz drugi zostać rodzicami. Już na początku ciąży podjęliśmy pewne decyzje: rodzimy razem, w wannie i … raczej nie w szpitalu.Chcieliśmy by czas porodu był tylko nasz, by móc zapamiętać każdą chwilę.By nasze dziecko w pierwszych sekundach życia poczuło i usłyszało obydwoje rodziców i  aby intymność tej chwili móc celebrować we dwoje.Wydawało się, że oczekujemy zbyt wiele, a jednak… Od zaprzyjaźnionej położnej Kasi Grzybowskiej dowiedzieliśmy się, że niebawem powstanie  w Warszawie miejsce, które sprosta naszym oczekiwaniom! Miał to być zakładany przez Nią Dom Narodzin.  Pojechaliśmy na ulicę Głogową zaspokoić swoją ciekawość, a ta była ogromna!To co zobaczyliśmy, bardzo nas uspokoiło, ale zarazem podekscytowało. Z zaciekawieniem patrzyliśmy na mój coraz większy brzuszek i na determinację Kasi w adaptacji domu jednorodzinnego na jej wymarzony Dom Narodzin. Efekt mocno nas zaskoczył – zupełnie domowa atmosfera, ciepłe w swej kolorystyce wnętrza, gustownie urządzone pokoiki, a w nich duże małżeńskie łoża, drewniane schody, a nad nimi malowany Anioł, no i …duuuża wanna! O to nam chodziło! Podobało nam się, jakie to wszystko było inne od szpitalnych klimatów! Aż chciało się zostać do samego porodu. Niebawem miała również ruszyć Szkoła Rodzenia – zapisaliśmy się. Na zajęciach relaksowałam się i wyciszałam ćwicząc jogę pod okiem Joasi Pietrusiewicz. A po rozmowach z położnymi na zajęciach, wracaliśmy do domu spokojniejsi, z przeświadczeniem, że w takim miejscu, jak to, wszystko będzie dobrze i poradzimy sobie z porodem nawet po 16-u latach przerwy. Wiedząc jak będzie wyglądał nasz poród, nie baliśmy się go, wręcz nie mogliśmy się go doczekać! Minęły wszelkie strachy, lęki i wątpliwości. Znaleźliśmy fachowość, zrozumienie, ale również ciepło i cierpliwość – to, czego na próżno szukać w szpitalnych murach. Kontakt z Domem Narodzin przywrócił mi wiarę w instynkt i mądrość kobiecego ciała.To niesamowite, ale teraz już wiem, że tak długa przerwa między porodami zupełnie nie miała znaczenia na długość i jakość porodu. A tego obydwoje obawialiśmy się najbardziej… Dziękujemy Ci Kasiu za to, że powstał Dom Narodzin, a jego zespół pomógł nam przejść przez nasze 9 miesięcy. Bo choć pomimo wszelkich moich starań, nie udało mi się urodzić naszej Kamilki w Domu Narodzin, to wiem, że tylko dzięki mojemu nastawieniu, nad którym wszyscy tu pracowali i zawierzeniu instynktowi, rodziłam ją tak błyskawicznie i bezproblemowo.”

Beata i Tadeusz Kalista


 

cd50c4f58d420650ee32e9da30df68cfp1010119_400

Mikołaj

„O Domu Narodzin pomyślałam, gdy zdałam sobie sprawę z tego, jak traktowany jest poród w szpitalu. Nie chciałam leżeć unieruchomiona na łóżku, nie chciałam igły od wenflonu, nie chciałam być co chwila oglądana przez lekarzy i studentów. Nie chciałam oksytocyny, nacinania krocza i przebijania pęcherza płodowego. Nie chciałam płacić za coś, co powinno być przez NFZ zagwarantowane w ramach usług darmowych – za salę porodową i poporodową, za poród rodzinny, za spokój i poczucie bezpieczeństwa. Chciałam przeżyć poród takim, jakim powinien być- jako wydarzenie naturalne, rodzinne i intymne. Chciałam urodzić w pozycji, jaka będzie najlepsza dla mnie i dla mojego maleństwa. Chciałam się czuć pewnie i bezpiecznie. W Domu Narodzin było przyjaźnie, fachowo i domowo. I przede wszystkim zwyczajnie. W czasie porodu czułam się jak normalna kobieta a nie jak kolejny przypadek chorobowy. I tego życzę wszystkim przyszłym mamom.”

Katarzyna Pawłowska-Salińska i Tomek Saliński

 


 

malwinka_400

Malwinka

„Maj 2006 roku był dla nas szczególnym miesiącem. Na świat przyszła nasza ukochana córeczka Malwinka. Długo zastanawialiśmy się nad miejscem porodu, jednak żaden szpital nie spełniał naszych oczekiwań. Chcieliśmy, aby nasze dziecko przyszło na świat w przyjaznym, ciepłym, bezpiecznym miejscu. O Domu Narodzin dowiedzieliśmy się w szkole rodzenia. Zajęcia prowadziła tam pani Katarzyna Grzybowska – położna o wielkiej intuicji, sercu i oddaniu. Od razu wiedzieliśmy, że Dom Narodzin to wymarzone miejsce na narodziny naszego dziecka. Wspólnie z panią Kasią rozpoczęliśmy przygotowania do porodu. Ostatnim etapem była wizyta w tworzącym się właśnie Domu. Mimo trwającego remontu panowała w nim prawdziwie rodzinna atmosfera. Z niecierpliwością czekaliśmy na oficjalne rozpoczęcie jego działalności. Niestety, nie udało się. Malwinka przyszła na świat wcześniej niż planowaliśmy. Mamy jednak nadzieję, że być może nasze kolejne dziecko powitamy właśnie w Domu Narodzin. Dom Narodzin urzekł nas nie tylko odmiennymi od szpitalnych warunkami porodu. O jego niezwykłym charakterze zadecydowało zaangażowanie, ciepło, otwartość oraz wiedza i doświadczenie pani Katarzyny Grzybowskiej – współzałożycielki Domu i cudownej położnej.”

Monika i Adam Karłowicz


 

dscn3764_400

Milenka

„Chociaż nasza córka, Milena, urodziła się w szpitalu, to w pewnym sensie jest ona dzieckiem Domu Narodzin. Naszym marzeniem było, żeby nasze dziecko przyszło na świat w bezpiecznych, domowych warunkach, jak przystało na tak intymny moment. Wiadomość o pojawieniu się Domu Narodzin była w tej sytuacji jak wybawienie. Mało brakowało, byśmy stali się jego pierwszymi gośćmi. Niestety, Milenka nie poczekała na zakończenie wszystkich formalności, które Dom Narodzin musiał wypełnić, aby zacząć działalność. Jednak z wdzięcznością wspominamy ciepłe i naturalne relacje z „załogą” Domu podczas zajęć w szkole rodzenia, z Asią Pietrusiewicz, Martą Kaczyńską, a zwłaszcza z Kasią Grzybowską, współzałożycielką Domu Narodzin. Jest ona nie tylko świetnym, kontaktowym człowiekiem, ale też doświadczoną położną, która przez lata pracy nie straciła entuzjazmu dla swej niezwykłej profesji. I to czuć. Dla nas ważne było, że Dom Narodzin to owoc pasji kilku kobiet, ich prawdziwy „projekt życia”. Dom powstawał na naszych oczach – Kasia oprowadzała nas po nim w przerwie między malowaniem a skręcaniem mebli i gdy w remoncie pomagała jej własna rodzina. Już wtedy czuło się tam prawdziwie domową atmosferę, tak inną od bezosobowych, szpitalnych klimatów. Jeśli w naszej rodzinie pojawi się kolejne dziecko, chcielibyśmy urodzić je właśnie w Domu Narodzin.”

Ania Sańczuk i Darek Klimczak


 

„Dom Narodzin jest miejscem na prawdę wyjątkowym pod każdym względem. Poznaliśmy go przy okazji uczęszczania do szkoły rodzenia, która miała nas przygotować do porodu w Domu Narodzin. Była to druga szkoła rodzenia w której braliśmy udział . Oczarowało nas zupełnie inne podejście tej szkoły do kobiety, radzenia sobie z bólem itp. niż spotkaliśmy się dotychczas. Nareszcie poczułam, że moja ciąża nie jest chorobą, a w trakcie porodu ważne jesteśmy obydwie – to znaczy ja i moja córeczka, która miała się narodzić. To daje ogromny komfort, że można rodzić w pozycji w której kobieta czuje się najlepiej i że nikt nie będzie jej w tym przeszkadzał, tak jak to się dzieje w większości szpitali w których w drugiej fazie porodu „uwalają” na łóżku porodowym w pozycji wygodnej dla personelu, ale nie dla kobiety (doświadczyłam tego niestety przy pierwszym porodzie).Sam Dom Narodzin jest miejscem prześlicznym, położonym w dzielnicy willowej w starym Mokotowie. Posiada własny ogród z zieloną trawą i kwiatami – więc podczas pierwszej fazy porodu można po nim spacerować przygotowując się na przyjście maleństwa. Wewnątrz Dom urządzony jest bardzo ładnie, po domowemu (pastelowe ściany w różnych kolorach, nowoczesne, ale przytulne łazienki, kuchnia do dyspozycji – słowem atmosfera jak w domu. Bardzo podobały mi się kominki aromaterapeutyczne ustawione w różnych częściach Domu oraz to, że ojciec dziecka może spędzić pierwszą noc po porodzie razem ze swoją żoną i nowo narodzonym dzieckiem (w każdej z dwóch sypialni jest szerokie małżeńskie łóżko i łóżeczko dla dziecka).Kasia – szefowa Domu Narodzin jest osobą niezwykle ciepłą i posiada ogromnie dużo kobiecej mądrości i intuicji niezbędnej do udanego porodu. My, mimo, że przygotowani dobrze do porodu w Domu Narodzin nie mogliśmy niestety w nim rodzić, ponieważ mój poród rozpoczął się znacznie po terminie określonym przez lekarzy. Oczywiście żałujemy, że nie mogliśmy w praktyce wypróbować tego miejsca (może następnym razem nam się uda). Polecamy to miejsce wszystkim kobietom, które chciałyby, żeby ich poród był pięknym, niezapomnianym przeżyciem dla całej rodziny”

Aleksandra i Piotr Warsztoccy (rodzice 4-letniego Mikołajka i 10-miesięcznej Marysi)


 

gawad_400

„Gdy wspominam poród to przede wszystkim czuje wdzieczność a przed oczami staje mi Kasia Grzybowska. Tak naprawdę to każde zdanie mogłabym rozpocząć od „ dzięki Kasi…”. Przygotowania do porodu przebiegały sprawnie, wizyty, badania, konsultacje z Położną, czyli Kasią. Kasia studziła mój nadmierny zapał i euforię (upierałam się, że dziecko urodzi się w 38 tygodniu ciąży), uspokajała w chwilach zwątpienia, rzeczowo i skrupulatnie sprawdzała wyniki wszystkich badań, pytała o samopoczucie, tłumaczyła, tłumaczyła…. Postawa Kasi wpływała na mnie uspokajająco i kojąco a najważniejsze dla mnie było to, że wiedziałam, że mogę Jej całkowicie ufać.Nasz synek postanowił urodzić się w dniu, kiedy Warszawa była sparaliżowana ‘atakiem zimy’.  Wszyscy (Położne Mariola i Kasia) oraz my, w środku nocy, po odkopaniu samochodów ślizgiem zjechaliśmy do DN. Kasia przyjechała najpóźniej, ja już w tym czasie spacerowałam po schodach tam i spowrotem w celu przyspieszenia akcji porodowej, która zamarła pod wpływem nadmiaru wrażeń. Widok uśmiechniętej i absolutnie spokojnej Kasi przypomniał mi, że wszystko jest dobrze, że moje średnio bolesne skurcze są dobre i normalne, że wszystko toczy się w dobrym kierunku. Rozluźniłam się i skupiłam na skurczach oraz na dalszym wędrowaniu po schodach. Noc przebiegała w wolnym choć stabilnym rytmie. Skurcze, regularne badania tętna dziecka, badania postępu rozwarcia szyjki i dodające otuchy słowa Marioli i Kasi, a poza tym dużo czasu sam na sam z mężem. Nad ranem dostaliśmy z Olivierem ‘śniadanie do łóżka’, świeże bułeczki o 7 rano, a gdy byłam już dość zmęczona Kasia zaproponowała odpoczynek w mojej ulubionej pozycji na boku (nota bene, skąd Kasia wiedziała, jaka pozycja jest dla mnie najwygodniejsza pozostanie dla mnie tajemnicą), otuliła kołdrą i pozwoliła przespać się chwilę.W drugim etapie porodu był taki moment, w którym potrzebowałam wsparcia i do końca życia będę pamiętać, jaką czułością i życzliwością otoczyła mnie Kasia, a ja po naszej rozmowie dostałam przypływu sił, pewności siebie, odwagi. Byłam gotowa. Niestety nasze dziecko miało zupełnie inny pomysł na pojawienie się na tym świecie. W pewnym momencie Kasia powiedziała nam, że ze względu na przedłużający się drugi etap  Jej zdaniem należy pojechać do szpitala. Kasia promieniowała takim spokojem i pewnością, że nie miałam cienia wątpliwości, że jest to najlepsze rozwiązanie. Spakowaliśmy się i pojechaliśmy do szpitala. Tutaj także, mimo że na gruncie szpitalnym, nadal byliśmy otoczeni opieką Marioli i Kasi, które eskortowały nas na oddział położniczy, pomogły Olivierowi spełnić wymagania aby mógł wejść na salę operacyjną i towarzyszyć mi podczas zabiegu cięcia cesarskiego. Dzięki temu nie byłam sama a Henri, mimo że daleko ode mnie, od razu po urodzeniu był z Tatą, słyszał Jego głos i przez kolejna godzinę nie był sam. W szpitalu, gdy pojawiły się problemy z laktacją, rozmowa z Kasią i Jej rady okazały się bezcenne.W szpitalu spędziliśmy we trójkę (Olivier od 10 do 20) pięć dni i dzięki temu mamy dość dobre porównanie dwóch miejsc, w których dzieci przychodzą na świat. Chciałabym napisać, że w DN było po prostu normalnie: kompetentna i profesjonalna opieka położnicza i bardzo dużo życzliwości i wsparcia dla rodzącej pary. Tylko jeśli w DN jest normalnie, to szpital jako organizacja nie mieści się w tej kategorii. Poszczególne osoby, lekarze, pielęgniarki tak, ale nie szpital jako całość, nie Służba Zdrowia z jej podejściem do pacjenta i filozofią (albo raczej jej brakiem).Pozostaje mi napisać, że DN jest miejscem wyjątkowym pod każdym względem, od domowego, ciepłego wystroju przez wiedzę i doświadczenie medyczne pracujących tam Położnych aż po to nieuchwytne >coś<, co można nazwać atmosferą, duchem miejsca. Gdy wspominam narodziny Henri przepełnia mnie szczęście i wdzięczność.

PS 1. Zdaję sobie sprawę, że DN zawdzięcza swoje istnienie i funkcjonowanie bardzo wielu osobom. Wszystkim, którzy przyczynili się do powstania tego miejsca serdecznie dziękuję.

PS 2. Asiu, byłaś z nami w ważnym dla nas momencie, zostajesz w naszych sercach na zawsze. Dziękuję.”

Justyna Gawąd, szczęśliwa mama Henri

„I’m not going to write about the House of Birth, which is very nice, clean and warm like home, with all the right equipment and even a bathtub if you want to give birth in watert, but about our midwife Kasia.For a father with his first child, birth is not only an important time but also a period when he’ll have to give absolute trust to the people surrounding his wife and him.And Kasia is THE person you can rely on on such an occasion. She radiates confidence, professionalism and calm. She is there with a smile, an encouragement and at the same time lets you share those moments with your wife.If as was with our case the natural birth process proves impossible, she takes the right decision at the right time and smoothes the way to the hospital (which is 3 minutes away). There her support is even more important and present, until you can share your joy with your wife and your small one.”

Thank You Kasia Oliver


 

hanka_miesiac_400

Hania

2 maja 2007 o g. 0.10 przyszła na świat nasza druga córeczka- Hania Kostka vel Hanna Konstancja:) Urodziła się w Domu Narodzin. To niezwykłe miejsce odpowiedziało na nasze Zapotrzebowanie Porodowe w sposób, o jakim marzyliśmy 5 lat temu – gdy miała się narodzić nasza pierwsza córka. Wtedy próba porodu domowego skończyła się szpitalem i okołoszpitalnymi minitraumami, które może dla innej osoby byłyby czymś zwykłym, ale akurat moja psychika i fizyka;) wysiadły podczas ponadtygodniowego tam pobytu,a wcześniej długiego porodu pełnego rożnych interwencji lekarsko-farmakologicznych. Kwalifikacja do porodu w DN była długa i pełna ścisłych reguł, ale rozumieliśmy doskonale te wymagania, sami zwracając uwagę na ew. różne ‚podejrzane’ wyniki, problemy ciążowe. Wszystko mogło być ważne, jeśli chodzi o bezpieczny poród i nie wysyłanie karetką (która zawsze umówiona czeka na wszelki wypadek) mnie rodzącej do pobliskiego szpitala. Kiedy przyjechaliśmy 1 maja do DN (zmobilizowani przez moje całonocne i porankowe skurcze), przywitała się z nami położna- ale nie ta, z którą się umawialiśmy. Więc-mój stres. A z drugiej strony-niespodzianka:, bo po pierwsze to słynna położna od porodów domowych-Irena Chołuj, a po drugie- to ona kiedyś przygotowywała się z nami do przyjęcia na świat pierwszego dziecka i ona w końcu w nocy te 5 lat temu zawiozła nas do szpitala. Stres- myśl: ‚o nie, wtedy z nią się nie udało, teraz się nie uda tez!’A jednak- choć później przyjechała ‚nasza’ położna z umowy, przywożąc mi specjalnie z Fundacji Rodzic po Ludzku piłkę, o którą prosiłam, to w końcu została z nami Irena, a Kasia (będąca po dyżurze) pojechała do domu, obiecując wrócić rankiem. I nie mogło być lepiej. Dla mnie- niewierzącej w siebie, nerwowej, pospieszającej (‚KIEDY ja urodzę?’, ‚przecież drugie dziecko miało się rodzić SZYBCIEJ’, ‚to ile jeszcze do tych 4/5/8 cm?’, to może teraz to/tamto?’), spokój i doświadczenie Ireny były zbawieniem. Także dla mojego męża:) Późnym wieczorem dojechała jeszcze jedna położna- Małgosia z Rawy Mazowieckiej. Świetna, spokojna, ciepła, odpowiadająca na moje przedziwne pytania podczas przerw w największych skurczach, pomagająca, wspierająca… Poza tym- ona była naprawdę szczęśliwa, że uczestniczy w naszym porodzie i DZIĘKOWAŁLA nam za to! Po przyjeździe i pierwszym (zarazem ostatnim) zmierzeniu siły skurczy, najpierw wysłano nas na spacer i chodziliśmy sobie pięknymi , pustymi uliczkami, przystając na skurcze;) potem mąż kupił w knajpie obiad, ale okazało się, ze nie bardzo mam ochotę jeść. Chodziłam po schodach w DN , potem w ogrodzie – opierając się o drzewa podczas skurczu, uspokajając się patrzeniem na piękne bzy. Irena zrobiła dla mnie bukiet -‚żeby mi było miło’ i ustawiła w pokoju porodowym. Hanka kojarzyć mi się będzie z bzami. Generalnie- to naprawdę BYŁ poród RODZINNY. Nikt nad nami nie stał, a jednocześnie wiedzieliśmy, ze w każdej sekundzie możemy prosić o tę obecność. Szanowano naszą intymność, mogłam wędrować po całym domu, chodzić sobie do łazienki bez ogłaszania tego, prosić o wszystko (piłkę, wodę, ręczniki, krem na suche usta, kołdrę przynoszono mi z pokoju do pokoju, gdy w którymś momencie poczułam, ze MUSZĘ się położyć i mieć ciepło) itp. Przez długi czas byliśmy na górze tylko my-ja i mąż (położne na dole-czuwając, reagując na wołanie męża czy jakieś gwałtowne ruchy z naszej strony). W ciszy, ciemności, trzymając się za ręce, przekraczając kolejne stopnie bólu i czekania, w jakimś takim bezczasie dziwnym. Skurcz- ja:’woda’, on podawał (mineralna i w sprayu do twarzy ), znowu za rękę. Nie było kafelków, boksów, szpitalnej bieli, zapachu (położne zapaliły mi świeczki, ale potem mnie to drażniło-zgasiliśmy; tak samo-włączono mi muzykę, ale okazało się, że nie chcę jej słuchać)), koszul nocnych, jakichś obcych osób na korytarzach, w salach. Wiedziałam, że tym razem tylko najwyżej 3 (znajome) osoby słyszą moje przekleństwa, krzyki, czy oddychanie głośne. To było dla mnie ważne. Mogłam myśleć o sobie, o rodzeniu. ‚Przenieś się na inną planetę’-napisała mi w SMS -ie przyjaciółka. Tak właśnie dało się zrobić. Nie było oksytocyny, bolesnych badań. Nikt nie miał pomysłu przebijania pęcherza, choć do ostatnich 10 minut był cały, nikt nie wypychał mi łokciem dziecka z brzucha ani potem na siłę łożyska. Okazało się, że można urodzić nie umierając z głodu, bez oksytocyny, bez dolarganu i zzo, że można urodzić i być przytomnym do samego końca, wiedzieć, co się dzieje, mieć panowanie nad sytuacją. Choć nie chodziłam tym razem do szkoły rodzenia, nie ćwiczyłam oddychania, pozycji itd- w trakcie porodu ja po prostu słuchając siebie (miałam na to czas, spokój, możliwość), wiedziałam JAK mam oddychać, by przetrwać skurcz, gdzie stanąć, jak się oprzeć itd! Mogłam sobie otwierać okna, gdy było mi duszno i zwieszać się nad późnowieczornym Mokotowem, mogłam sobie pisać SMS-y biorąc telefon z komody , której domowy, a nie szpitalny wygląd jakoś dawał mi spokój, tak samo zresztą jak obrazki, drewniana podłoga, poduszki, całość oglądana przeze mnie. Miałam PRZESTRZEŃ, a jednocześnie poczucie bezpieczeństwa i ‚zamknięcia’. Gdy na samym końcu poczułam, ze MUSZĘ wejść do wanny (wcześniej jakoś nie chciałam), już nie pod prysznic (chyba zużyłam termę z 10 razy, jeśli nie więcej;)), położne zaczęły się dwoić i troić, żeby ja szybko napełnić, a jednocześnie i tak był spokój i śmieszne odpowiedzi na moje: ‚a co wy się tak szykujecie? Przecież to jeszcze z milion lat potrwa!”.. To ja poganiałam, ale Małgosia mnie wyciszyła. Mój mąż wymyślił, żeby grzać wodę w czajniku i dolewać- wiec do kuchni po czajnik i już zaraz byłam w tej upragnionej wannie, polewana z każdej strony i chwalona za wszystko;) SŁUCHANIE i maksymalne wspieranie rodzącej – to dostałam m.in. Gdy Hanka się urodziła (bez ostrych świateł, kładzenia się, zamieszania), mąż zaczął coś wykrzykiwać, ja też (w stylu: ‚udało mi się! urodziłam dziecko!’) –Irena powiedziała tylko: ‚ciii’. Uciszyliśmy się, Hanka była spokojna. ‚Dzieci rodzone w szpitalach -powiedziała Irena- krzyczą, mają zwinięte piąstki.’ Rączki Hanki były łagodnie otwarte, krzyknęła porządnie długo potem, gdy nie mogła złapać piersi, a wrzeszczała jeszcze później podczas pierwszego czyszczenia, ubierania:) Cały czas spokój: ustaliliśmy godzinę narodzin, mąż powysyłał SMS-y i potem dawał mi komórkę ze wzruszającymi odpowiedziami. Pamiętam też Małgosię poprawiającą mnie, by było mi wygodnie, mojego męża przestraszonego maleńkością dziecka (‚nie wiem jak ją wziąć!’), potem pomoc w odprowadzeniu mnie do łóżka, czuję, ze muszę słodką herbatę wypić (a przecież nie słodzę!) -zaraz ją dostaję. Potem wszyscy troje zasypiamy w małym, ładnym pokoiku. Śpimy spokojnie parę godzin, rano przyjeżdża Kasia, śniadanie do łóżka, potem pediatra, znowu śpimy, obiad, śpimy, po drodze chyba 1 karmienie. Możemy się umyć, dostajemy ręczniki, możemy co chcemy:) Hanka spokojna. 5 lat temu Michasia (oksytocyna, dolargan, zero mojego jedzenia podczas strasznie długiego porodu, wypychanie łokciem, zabranie szybkie do przewijania, mycia, badania) krzyczała ciągle, w kółko mi ją zabierano na jakieś szczepienia, naświetlania, ważenia, gwałtowne mycie pod kranem. Hankę myjemy tuż przed wyjazdem do domu- w wanience na podłodze, spokojnie. Przyjeżdża wieczorem teść z Misią – wszyscy sobie jeszcze rozmawiamy w dolnej sali, Misia zwiedza DN, Hanka dalej spokojna. Potem samochód, Kasia otwiera bramę, machamy do siebie na pożegnanie. Piszemy to i wszystko wraca: całe te przygotowania, oczekiwanie, ciąża pełna nerwów wcześniej, i ten zapach bzów, i szum wody i uścisk Małgosi i objęcia męża. I potem NASZ (nie Hanki) krótki, urywany szloch szczęścia, niedowierzania, gdy Hania poczuła nas – z drugiej strony swojego dotychczasowego świata.”

Klara, Marcin z Misią i Hanką


 

krzy_0_400

Krzyś

„Nasz poród to przykład z jednej strony tego, jak trudno poród planować, ale z drugiej – jak dzięki superpołożnej można urodzić „po ludzku” nawet w szpitalu. Patrząc z perspektywy miesiąca, który już upłynął widzę, jak duuużo mieliśmy szczęścia, ze było tak jak było i jak dużo zawdzięczamy Kasi, która chyba dzięki jakiemuś siódmemu zmysłowi zorganizowała nasz poród tak, jak sobie wymyśliliśmy, mimo, ze przecież nie omówiliśmy z Nią wszystkich szczegółów.Bardzo chciałam urodzić w Domu Narodzin, a jednocześnie uzyskanie kwalifikacji wydawało mi się bardzo trudne, mimo, ze ciąża przebiegała bezproblemowo, wiec byłam naprawdę szczęśliwa, jak w końcu 21 (37 tydzień i 4 dni)maja dostałam od dr Muszyńskiej wymarzone zaświadczenie o braku przeciwwskazań do porodu w DN. Pani doktor orzekła, że Młody urodzi się pewnie za jakieś 2 tygodnie, co bardzo mnie ucieszyło, bo obawiałam się, ze ciąża będzie przenoszona. Już wkrótce miałam się przekonać, ze los bywa przewrotny… Po północy odeszły mi wody (byłam przekonana, ze w Domu Narodzin można urodzić po skończonym 36. tygodniu). Zadzwoniliśmy do Kasi, Bartek ustalił z nią, że ponieważ brakuje nam 4 dni (sic!) żeby urodzić w DN (musi być pełne 38 tyg.) to o 4.00 przyjedziemy do szpitala w Wołominie (tam można rodzic w wodzie). W szpitalu byliśmy po 4.00. Poszliśmy we trójkę do sali porodów w wodzie, tu miłe zaskoczenie, że tak „mało szpitalnie”, czyściutko, przytulnie, jest osobna własna łazienka. Skurcze były coraz mocniejsze, ale czułam je jako ból na wysokości spojenia łonowego. Bartek poszedł po Kasię, która stwierdziła, ze może jak trochę poskaczę na piłce, to skurcze staną się „bardziej efektywne” Po jakimś czasie stwierdziliśmy, że może lepiej mi będzie jak wejdę sobie do wody. Kasia mnie zbadała, uśmiechnęła się i powiedziała: „Baardzo podoba mi się Wasz poród, jest już 5 cm rozwarcia”. No to super! Pamiętam, że ten skurcz, który przyszedł jak wanna się napełniała był już mocno nieprzyjemny (ale to wszystko było DO ZNIESIENIA, mimo, że bolało). Potem weszłam do wanny, Kasia włączyła ozonomatic i było mi super w porównaniu z tym, co wcześniej. A potem wszystko poszło błyskawicznie. Kasia zaczęła mnie uspokajać, że zaraz przyzwyczaję się do tego rodzaju skurczów. Bolało coraz bardziej, nagle usłyszałam jak krzyczę jakimś nieludzkim głosem, zreflektowałam się, że bezpośrednio do ucha mojego męża (cały czas mnie podtrzymywał, ja w tej wannie w zasadzie siedziałam po turecku), przeprosiłam go, w pewnym momencie miałam wrażenie, że nie dam rady już dłużej, widziałam, że przyszło jeszcze parę osób, w ogóle niezbyt wiedziałam co się dzieje, Bartek mówił, że mnie kocha i że jestem bardzo dzielna i że już zaraz będzie koniec. Była 7.25 urodził się Krzyś- czyli całkiem niezłe tempo! Mały był PASKUDNY – cały wrzosowy i podobny do kosmity. Skołowana zupełnie trzymałam go na rękach i głaskałam, a on chyba nie płakał – był cudny w dotyku! Bartek przeciął pępowinę, potem zabrali małego. Bartek z nim poszedł, usiadłam na brzegu wanny, urodziło się łożysko (nic nie czułam), miałam jakieś dreszcze, chociaż nie było mi zimno. Potem pojechaliśmy znów do naszej sali „wodnej”, mały trochę ssał, dzwoniliśmy do rodziców, potem pojechaliśmy do naszego „rodzinnego apartamentu porodowego”, Kasia się z nami pożegnała i stwierdziła, że wróci wieczorem albo jakby się coś działo niepokojącego, potem sobie we trójkę pospaliśmy. Około 10.30 – 11.00 wstałam, poszłam sama do łazienki i ze zdziwieniem stwierdziłam, ze w sumie nie jest wcale źle. Zaczęłam dzwonić i wysyłać SMSy do znajomych, panowie dalej sobie spali na kanapie. Z godziny na godzinę czułam się coraz lepiej, byłam zaskoczona, że tak dobrze, chciałam wrócić do domu. Oczywiscie, poród w szpitalu nie był spełnieniem naszych marzeń i nie obeszło się bez kilku „zgrzytów” (aczkolwiek wiele osób, z którymi się zetknęliśmy wspominamy bardzo ciepło), ale dzięki temu, że byliśmy cały czas pod opieką Kasi, nasz krótki pobyt tam (wyszliśmy drugiego dnia po porodzie) wspominamy całkiem nieźle”.

Ewa i Bartek Witkowscy


 

neli_400

Neli

„Prvni setkani s Kashou a prohlidka porodniho domu me naplnily radosti. Byli jsme si s manzelem jisti tim, ze chceme, aby se nase prvni detatko narodilo prave tady. Hezky, nevelky, vkusne a utulne zarizeny dum a panujici v nem prijemna, srdecna a intimni atmosfera se diametralne lisil od chladu, sterilnosti a spise strach vzbuzujiciho prostredi nemocnic.V druhe polovine tehotenstvi jsme s manzelem absolvovali „Szkolu rodzenia”, coz nam umoznilo pripravit se na porod, trochu se szit s mistem a lepe poznat filozofii porodniho domu.Chtela jsem porodit tim nejprirozenejsim zpusobem bez jakyhkoliv neopodstatnenych zasahu ze strany lekaru. Jsem totiz presvedcena, ze każdy takovy zasah narusuje plynuly prubeh celeho porodu, a muze negativne vplynout na matku i dite. Kashi duvera v moudrost prirody, ve schopnosti zenskeho tela porodit dite a vedomi, ze porod je prirozenou zalezitosti (nikoli nemoci), to vse zpusobilo, ze jsem se pocas celeho porodu citila absolutne bezpecne.V den „D” jsme s manzelem prijeli do porodniho domu casne z rana, po nocnych telefonickych rozmluvach s Kashou. Ubytovali jsme se v utulnem pokoji, nasledovalo vysetreni a mereni KTG. Ukazalo se, ze tzv. krece predpovidajici plynule presly v krece porodni. Po vysetreni jsme s manzelem zustali v porodnim pokoji sami. Pustili jsme si nasi oblibenou hudbu, z aromalampy se linula vune olejicku a ja jsem se prochazela, sedela, lezela…zkratka delala jsem to, co mi v danou chvili nejlepe vyhovovalo. Krece jsem hlasite prodychavala nejcasteji v klece na specialnim pytli. Ke zmenseni bolesti take prispela sprcha, krouzive pohyby beder a masaz dolni casti zad (coz był ukol meho manzela). Kasha pravidelne prichazela kontrolovat vyvoj porodu, povzbudit me, popr. poradit. Plodove vody mi odesly nekdy mezi prvni a druhou dobou porodni. To uz jsem była uplne vycerpana, ale pritomnost manzela a vedomi, ze se porod blizi ke konci mi dodavaly silu. Zaver porodu se odbyl v poloze polosedici a probehl dosti spontalne. Hned po narodzeni putovala Nelinka ke me na brisko. Zatimco jsem ji hladila a prozivala pocity radosti a stesti, Kasha cekala na porod placenty. Vysla neposkozena nedlouho po vlastnim porodu. Prvni pristaveni detatka k prsu nasledovalo kratce po porodu a myslim, ze i diky tomuto prvnimu kontaktu jsem nasledne nemela s kojenim dcerusky żadne problemy (nyni ji kojim sedmy mesic a pokrmu mam porad dostatek). Velmi dulezite pro me a manzela było i to, ze jsme mohli byt neustale spolu s nasi dceruskou. Nikdo ji nikam neodnasel a poporodni vysetreni probihalo v nasi pritomnosti.Po celou dobu naseho pobytu v porodnim dome jsme byli zahrnuti starostlivou a laskavou peci a porozumenim ze strany celeho personalu. Dekujemy Tobe Kasha, i vam vsem, zenam, ktere jste se o nas behem naseho pobytu staraly. Diky vam se narodzeni nasi dcerusky a chvile po porodu staly jednim z nejkrasnejsich momentu v nasem zivote.”

Blanka i Rafał Sikorscy


 

mrpierwsze_karmienie_3_400

Marysia

„Trudno uwierzyć, że za chwilę miną 3 miesiące od momentu, kiedy Marysia przyszła na świat. Bardzo chcieliśmy rodzić w Domu Narodzin i tak się stało. Na dodatek Marysia urodziła się w wodzie. Jako najbardziej wzruszający moment jej przyjścia na świat często wspominamy moment, kiedy nasza położna, Marysia Romanowska, puściła naszą córeczkę między nogami, a ona płynęła do nas pod wodą, patrząc na nas szeroko otwartymi oczami… Dopiero następnego dnia, kiedy Marysię badał lekarz, usłyszeliśmy płacz naszej córeczki, bo w nocy, kiedy się urodziła nie wydawała żadnych dźwięków, oprócz swego rodzaju chrumkania. Jeszcze raz dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do tego, by przyjście na świat naszej córeczki było tak intymnym i uskrzydlającym nas wydarzeniem.”

Ula Radzińska i Marcin Rutkowski


 

helena_400

Hania

„Do Domu Narodzin trafiliśmy przypadkiem. Spotkaliśmy się z Anią Soszyńską w szpitalu, w którym miałam pierwotnie urodzić Hanię. Ania, zachęciła nas na do zapisania się na zajęcia do Szkoły Rodzenia właśnie w Domu Narodzin. Intymność domu i przytulna atmosfera zachwyciły nas od razu a po pierwszych zajęciach z Joasią Pietrusiewicz byłam pewna, że chce tutaj rodzić. Z dziewczynami z Domu i koleżankami z zajęć bardzo dużo rozmawialiśmy o świadomym, fizjologicznym porodzie. Dla mnie najważniejszym było wsłuchanie się we własne wnętrze i wiara we własne siły. Z pełnym spokojem oczekiwaliśmy dnia porodu i kiedy 18 lipca, parę minut po pierwszej odeszły mi wody najpierw zadzwoniłam do Ani, a następnie położyłam się spać pozwalając działać naturze. W Domu Narodzin umówiliśmy się na 6 rano. Hania pozwoliła nam jeszcze zjeść z Anią śniadanie i wypić wspólnie herbatę. Poród rozpoczął się o 8.30. Przez cały poród miałam nad nim całkowitą kontrolę. Wiedziałam, że ból najlepiej znoszę w samotności dlatego, im silniejsze były skurcze, tym mocniej czułam potrzebę odizolowania się. Chciałam panować nad własnym ciałem w samotności i większość czasu spędziłam zamknięta w łazience, cichutko pomrukując w trakcie szczytu skurczy. Od czasu do czasu zaglądała do mnie Ania, mój mąż Marcin a później Marta, która dołączyła do nas w połowie porodu. Hania, pojawiła się na świecie bardzo cichutko o 11.55. Przytuliłam moją kruszynkę, pocałowałam i oddałam tacie, który szepcząc jej do ucha tylko im znane sekrety ukołysał ją do snu. Właśnie tak wyobrażałam sobie przyjście na świat naszej córeczki. Intymnie, spokojnie, ufając we własne siły i mądrość położnej. Dziękuję Ani Soszyńskiej, Marcie Kaczyńskiej i Kasi Grzybowskiej za wsparcie, zrozumienie, pomoc, siłę i opiekę nad naszą czarnowłosą Hanią!”

Helena i Marcin Orzechowscy


 

img_3492_400_01

Staszek

„Większość znajomych patrzy na mnie jak na wariatkę, gdy mówię, że mogłabym mieć więcej dzieci ze względu na sam cud porodu. Dom Narodzin stał się magicznym miejscem narodzin naszego drugiego syna. Wiele pięknych opisów czytałam na tej stronie, nie chcę się rozpisywać o rodzinnej atmosferze, cieple i bezpieczeństwie, które stwarzają nie tylko kameralne wnętrza, ale przede wszystkim osoby, które mieliśmy szczęście w Domu Narodzin spotkać.Nie byliśmy tam długo 😉 Po pierwszym długim porodzie nastawiałam się na podobne doświadczenie. Gdy nad ranem obudziły mnie nie za mocne, lecz regularne skurcze, po telefonicznej konsultacji z naszą położną Marysią Romanowską, postanowiłam jednak w miarę szybko jechać do Domu Narodzin. I choć na miejscu skurcze nadal były dla mnie „spokojnie do zniesienia” i trochę obawiałam się, że skompromituję się tak szybkim przyjazdem, to przy pierwszym badaniu usłyszałam: „7cm, zaraz będziemy rodzić J Jeśli chcesz rodzić w wodzie, to trzeba napełniać wannę.” Choć ostatnie kilka minut było naprawdę trudnych, to było to tylko kilka minut. Staś urodził się w niedzielny poranek wprost do wody. Jego główka spoczęła na moich rękach. Marysia śmiała się nawet, że sama swój poród przyjęłam. Niezapomniane uczucie….Dla nas poród był prawdziwie rodzinnym świętem. Czuliśmy, że nie tylko ja i dziecko, ale także mąż jest ważny i „dopieszczony”.  A gdy wieczorem zdecydowaliśmy, że chcemy już wracać do starszego synka wszyscy uznali to za naturalną kolej rzeczy. Dziękujemy Kasi Grzybowskiej za całe serce, które wkłada w powstanie i funkcjonowanie Domu Narodzin. Dziękujemy naszej położnej Marysi i wszystkim innym, które przez te kilkanaście tak ważnych dla nas godzin otoczyły nas swoją troską.Staszek rośnie jak na drożdżach i już wcale nie przypomina małego człowieczka z tego jednego z pierwszych w jego życiu zdjęć.”

Karolina i Piotr Bonińscy


 

kurkiewicz_400

Róża

„Niczego nie wiem o Bożym Narodzeniu. Bo skąd miałbym wiedzieć. Ale miałem szczęście, zupełnie niedawno, doświadczyć w sposób szcególny, na ile oczywiście mężczyzna może w ogóle tego doświadczyć, czym są, czym mogą być narodziny dziecka. Kiedy mogę być obok, bo chcę być wtedy razem. Kiedy umiem się do tej chwili przygotować. Kiedy są ludzie, którzy podzielą się swoją wiedzą, kompetencją, mądrością i pozwolą mi się nauczyć bycia podczas narodzin, bycia w czasie narodzin, towarzyszenia narodzinom, uczestniczenia w narodzinach. Kiedy słowa „rodzić po ludzku” przestają być gazetową opowieścią innych ludzi a nabierają bezpośredniej realności, nabierają mocy, stają się ciałem. Kiedy jesteśmy się pierwszymi osobami, które dotykają swojego dziecka, przytulają je. Kiedy słyszymy pierwszy raz głos nowego człowieka. Człowieka, na którego się wcześniej miesiącami czekało, do którego się mówiło, które się głaskało. I kiedy słyszę jak nadchodzi uśmiech matki, która właśnie urodziła. Kiedy jesteśmy w bezpiecznym, życzliwym miejscu, a w koło jest spokój, nie ma zbędnych spraw, ludzi, procedur. Bez państwa. Bez interwencji. Ze spokojem. W łagodności. I za to warszawskiemu Domowi Narodzin – dziękujemy. Marysi, Kasi, Asi… Bo mogliśmy się zająć tylko tym, że pojawił się nowy, ważny Ktoś. Konkretny. I że ten Ktoś będzie ważny dla wielu osób już teraz, siostry, brata, dla wielu innych kiedyś, niektórych nigdy nie poznamy. Bo właśnie się rozpoczęła jej/jego wędrówka przez życie. W tym wypadku jej wędrówka i historia, bo urodziła się dziewczynka.

I nie  m y ś l – jak cię nauczyli w świecie
Świątecznych uczuć ś w i ąt e c z n i-c z c i c i e l e –
I nie m ó w – ziemskie iż są marne cele –
Lecz żyj – raz – przecie!…
Nie wiemy kim będą nasze dzieci. Chciałoby się, żeby byli tymi, którymi sami chcieliby być. Chciałoby się czasem potrafić w tym pomóc, czasem choćby nie przeszkadzać, choć i to bywa za trudne. Być może w rolę rodzica wpisana jest zawsze jakaś porażka, może tak nie  musi być. Być może, jeśli część takiego doświadczenia jest porażką, to można zawsze zacząć je odmieniać na nowo. Niezależnie od tego ile lat ma dziecko, a ile się nie potrafiło mu dać, choćby się chciało. Niechby nowe narodziny były takim impulsem – tego sobie życzę samemu. A dzieciom? Starszym i młodszym? Jakiego świata chcieć?”- fragment artykułu drukowanego w Przekroju, autorstwa Romana Kurkiewicza

Klaudyna Chmurzyńska i Roman Kurkiewicz


 

p4011579_400

Benio

„Chcieliśmy z mężem bardzo podziękować całemu zespołowi Domu Narodzin za umożliwienie zrealizowania naszych marzeń! Ten poród był dla nas wspaniałym i wielkim przeżyciem. Uważam, że jesteście wszyscy wspaniali i działalność Wasza, choć z pewnością nie łatwa, bo przełamująca bariery i w naszym świecie, nazwę to – niekonwencjonalna, przynosi plony w postaci szczęśliwych rodzin: szczęśliwych rodziców i szczęśliwych dzieci. To co nie jest łatwe, jest bardzo wartościowe i niesie ze sobą wielką moc, którą widać w Domu Narodzin, w cieple, wsparciu i trosce jaką otaczacie swoich podopiecznych, jaką dano nam odczuć podczas narodzin Benia.

Benio jest naszym drugim synem. Maksio – nasz pierworodny miał urodzić się w domu z Irenką Chołuj. Poród zakończył sie jednak w szpitalu wraz ze wszystkimi „atrakcjami szpitalnymi”, po których wiedziałam, że zrobię wszystko, żeby nasze drugie dziecko przyszło na świat inaczej. Jak tylko dowiedziałam się, że jestem w ciąży przyjechałam zwiedzić ten, jak to mówi nasz prawie 3-letni Maksio, „żółty domek”. Od razu postanowiłam, że poród odbędzie się tutaj. Co wtorek uczęszczałam na jogę do Asi. Te zajęcia bardzo mi pomogły i pozytywnie wpłynęły na moje samopoczucie podczas ciąży: zero bólu pleców. Dodatkowo pod koniec ciąży zafundowałam sobie fantastyczne masaże u Ani, która swoimi magicznymi rękami wprowadzała moje ciało i mój brzuch w fenomenalny relaks. To pozwoliło mi w bardzo dobrej kondycji dotrwać do końca. Na dzień przed właściwym porodem wylądowaliśmy w Domu Narodzin bo miałam regularne skurcze, ale okazało się, że są one nadal przepowiadające. Przyjechaliśmy następnego dnia. Był wieczór. Poród sie rozkręcał. Raziło mnie światło, więc mąż z Ireną i Ritą przygotowali pokój tak bym czuła się swobodnie i komfortowo. Na parapecie paliły się świeczki a w tle leciała jedna z moich ulubionych płyt. Nikt mi nie przeszkadzał, robiłam to co mi serce i ciało podpowiadało. Mąż dbał o wszystko o co go prosiłam – bardzo mi pomagał. Irena z Ritą od czasu do czasu sprawdzały serduszko synka i jak było trzeba podpowiadały co mogę robić. Czułam sie bardzo intymnie, niczym nie skrępowana i bardzo swobodnie. Nic mnie nie rozpraszało. Skupiłam się na skurczach i na tym, by jak najwięcej mocy z nich wyciągnąć. Ból nie był istotny, choć z pewnością były i ciężkie chwile (ale tego sie nie pamięta :). Przez całą ciążę, i cały poród myślałam tylko o jednej opcji: urodzę w Domu Narodzin. Moje dwie wspaniałe położne pomogły mi urodzić Benia w niespełna 3,5 godziny. W krytycznym momencie były stanowcze i przejęły kontrolę, by tak na prawdę pomóc mi w realizacji naszego marzenia… Gdy Benio znalazł sie w moich rękach czułam szczęście i triumf sukcesu. Byłam oparta i wtulona w męża, kiedy nasz CUD ssał mocno pierś. Tak czekaliśmy aż urodzi sie łożysko… Wspaniałe było to, ze potem wspólnie w trójkę poszliśmy do naszego zielonego pokoju, przytuliliśmy się i spaliśmy wszyscy na jednym łóżku. Rano Rita zrobiła nam pyszne domowe śniadanko. Po wizycie lekarza, tego samego dnia, mąż przywiózł Maksia i wspólnie w czwórkę pojechaliśmy do domu.

Cud narodzin nie zakłócony żadną ingerencją z zewnątrz. Przeżycie tylko nasze, naszej rodziny. Na coś takiego zasługuje każda kobieta i jej partner, każde dziecko, które przychodzi na świat. Mieliśmy szansę urodzić w atmosferze pełnej szacunku dla nowej wspaniałej, małej i bezbronnej istoty, w atmosferze pełnej szacunku dla potrzeb moich i mojego męża. To nieoceniona wartość jaką dano nam właśnie podczas porodu w DN. Myślę, że daliśmy Beniowi najlepszy z możliwych start w życie. Dokonaliśmy tego dzięki ogromnemu wsparciu Ireny i Rity. One są również częścią tego cudu. Będziemy im wdzięczni całe życie. Teraz cieszymy się naszym szczęściem i uczymy się siebie nawzajem. Tyle ode mnie. Jeszcze raz dziękuję.Ania Osiak

Trochę męskiego punktu widzenia.

Jako że męska obecność przy rodzeniu własnego dziecka nie jest taką oczywistościąw kręgach sprawców ciąż, pozwolę sobie podzielić się kilkoma wrażeniami z uczestniczenia w takiej „imprezie”, i to nie byle jakiej, bo w Domu Narodzin. Co prawda to już drugie dla nas dziecko i przy pierwszej „imprezie” również byłem. Jednakże tam odbyło się to w szpitalu, więc mam porównanie i tym m.in. chciałbym się podzielić. Od czego zacząć? Może od końca, dla odmiany. Wrażenia ogólne. Rzekłbym, że normalne. I to wcale nie jest zwykła opinia. Dla mnie wrażenia ze szpitala wcale normalne nie były, a w sumie człowiek mógłby spodziewać się normalności podczas takiego wydarzenia. Tam czuliśmy się (i w sumie nie ważny jaki to szpital, bo mniej lub bardziej wszędzie jest tak samo) jak kolejny petent w kolejce, którego trzeba załatwić. Nie to, że ktoś był niemiły, ale… w sumie, to wszystko było jakieś nieludzkie. „Pani się położy” (a położenie się pod koniec było ostatnią rzeczą, jaką żona chciała zrobić), potem dziecko z łokcia pyk, ostre światło, zimno (zimniej niż w brzuchu), tasaczkiem pempowinkę ciach, od razu zimna waga i centymetr (to w końcu najważniejsze czynności w życiu noworodka!), pod kran, zawijamy i do mamy. Takie milutkie przyjście na świat bez jakiegokolwiek szoku i późniejszych komplikacji zdrowotno-psychicznych (ale to oddzielny temat). A teraz Dom Narodzin. Słyszałem, że niektóre położne z Madalińskiego nazywają to „rzeźnią” :-) Co tam, że nigdy tam nie były, tylko SŁYSZAŁY… Ach te opinie. Grunt to mieć własną. W każdym razie tutaj człowiek czuje się… jak u siebie w domu. Cisza, spokój, prawie nikogo nie ma. Robi się co się chce, nic nie każą (chyba, że ktoś lubi, żeby mu kazać, bo uważa, że sam sobie nie poradzi)… Rewelacja. Żona czuła się spokojnie i zrelaksowanie i pomimo skurczy (z takimi już przyjechaliśmy na miejsce), to nie stresowała się otoczeniem, procedurami, nakazami, badaniami, personelem i innymi bodźcami. Po prostu mogła skupić sie na sobie, robiąc co chce. Tutaj wychodzą z założenia (w sumie chyba niegłupiego), że to kobieta rodzi i nie należy nawet jej pomagać (co najwyżej kierować i dopiero pod koniec asystować). Dzięki temu cała akcja trwała 3,5 godziny od przyjścia! Coś niesamowitego! Dzięki nie szpitalnemu traktowaniu (bez znieczuleń, bez skalpeli, bez obserwacji), mogliśmy wyjść do domu po przespaniu nocy i wieczorem tego samego dnia. Żona czuła się świetnie, syn bez problemu, a ja szczęśliwy. W porównaniu z przeżyciem #1 (szpital), to było jak niebo i ziemia. Wniosek dla nas jest jeden: jeśli będzie następny raz (a planujemy kiedyś), to tylko tam. Z daleka od szpitali i ich wspaniałego, ludzkiego traktowania. I na koniec jeszcze jedna uwaga: przy pierwszym dziecku chodziliśmy z żoną do szkoły rodzenia w Fundacji Rodzić Po Ludzku (polecam BARDZO) – z resztą sam DN jest mocno powiązany z Fundacją. W każdym razie pamiętam, jak po tych wszystkich zajęciach, kiedy mówiono nam jak różne czynniki zewnętrzne (światło, dźwięk, temperatura, atmosfera, itp.) wpływają na jakość samego porodu. Na koniec zadałem pytanie: czy istnieje szpital w Polsce, gdzie te warunki byłyby dostępne? Odpowiedź mnie zabiła: Nie. Śmieszne na swój sposób, że Fundacja uczy zasad (bardzo oczywistych w sumie i fizjologicznych), które są nie do spełniania w naszych warunkach :-) To tyle wrażeń. Gdyby ktoś chciał pogadać osobiście o wrażeniach, to zapraszamy do kontaktu: 0509601911.”

Pozdrawiam serdecznie Krzysztof Osiak


Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Google Bookmarks
  • LinkedIn
  • Reddit
  • Live
  • Gadu-Gadu Live
  • Wykop
  • Śledzik
  • email
  • Drukuj
  • Ulubione

Permalink do tego artykułu: http://domnarodzin.pl/nasze-dzieci/nasze-dzieci/